Aborcja w Malezji

dnia

W Malezji aborcja na życzenie nie jest legalna, ale możliwe jest, przynajmniej teoretycznie, przeprowadzenie aborcji, jeśli ciąża zagraża życiu kobiety albo jej zdrowiu fizycznemu lub psychicznemu. Ze względu na zapis o zdrowiu psychicznym, malezyjskie prawo aborcyjne uznaje się za bardzo liberalne. Wiele działań można podciągnąć pod tę argumentację, więc mogłoby się wydawać, że Malezyjki nie mają problemu z dostępem do aborcji. Niestety rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Przede wszystkim aborcja jest tematem tabu. O aborcji się nie rozmawia, o aborcję się nie pyta. Nie robi się badań, nie pisze artykułów, nie podaje statystyk. Można się do czegoś dokopać w Internecie, czego przykładem jest mój wpis, który bazuje na informacjach ze sprawdzonych źródeł, jak np. Ministerstwo Zdrowia. Informacje te nie są łatwe do znalezienia, nie są też przygotowane w formie poradnika czy informatora dla kobiet.  Informacje od Ministerstwa Zdrowia to wytyczne dla szpitali, mówiące jak postępować w wypadku planowania wydania zgody na wykonanie zabiegu. Nie każdemu może udać się je znaleźć, nie każdy też może chcieć przebrnąć przez kilkustronnicowy, napisany oficjalnym językiem dokument po to, żeby dowiedzieć się, czy ma szansę na aborcję.

Informacje, których najbardziej brakuje, to jednak nie tylko te, kto i gdzie może aborcję wykonać. To przede wszystkim informacje o samym zabiegu, a raczej o możliwych rodzajach zabiegów, o tym, czy należy spodziewać się bólu, o możliwych powikłaniach (lub ich braku), o tym, czy aborcja rzutuje na kolejne ciąże. Według badania, na które trafiłam, a do którego link wrzucam pod wpisem, to wszystko nurtuje kobiety. I to nie tylko te, które chciałyby wykonać aborcję, ale również te, które już ją wykonały!

Umówmy się, że nieważne, jakie kto ma poglądy dotyczące aborcji, myślę, że decyzja o jej wykonaniu zawsze jest trudną decyzją. W połączeniu ze społecznym tabu i słabym dostępem do informacji, sam zabieg może wydawać się jedną wielką niewiadomą. Nic więc dziwnego, że wiele kobiet nie decyduje się zaryzykować.

I tutaj, przeciwnicy aborcji chcieliby zapewne ogłosić swoje zwycięstwo. Ale nie tak prędko. W Malezji ogromnym problemem jest tzw. baby dumping, czyli porzucanie noworodków. Porzucanie, nie podrzucanie. Dzieci nie są zostawiane pod czyimiś drzwiami, jak w filmach, ani oddawane do okienek życia. One są porzucane i sądząc po miejscach, w których są znajdowane, wcale nie z nadzieją, że ktoś je znajdzie i się nimi zaopiekuje. Problem dotyczy całej Azji Południowo-Wschodniej, ale w samej tylko Malezji, średnio około 100 dzieci rocznie jest porzucanych po porodzie. To oznacza, że mniej więcej co 3-4 dni jakieś dziecko wyrzucane jest z okna (bo to jest najczęstszy sposób na pozbycie się noworodka), zostawiane w śmietniku lub w krzakach. I chociaż takich czynności nie da się niczym usprawiedliwić, myślę, że warto przyjrzeć się przyczynom tego zjawiska (a jedną z nich jest właśnie brak dostępu do aborcji!)

Malezja jest krajem dosyć tradycyjnym. Oprócz super nowocześnie wyglądającej stolicy z najwyższymi na świecie bliźniaczymi wieżami, reszta Malezji to kilka średniej wielkości miast oraz przede wszystkim kampungi. Kampung to odpowiednik naszego mniejszego miasta albo wsi. Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że wszyscy mieszkańcy takiego miejsca się znają. Może nie osobiście, ale chociaż z widzenia. 

Większość mieszkańców Malezji wyznaje Islam, muzułmanie stanowią około 60% społeczeństwa, a dalej, w przybliżeniu, buddyści 20%, chrześcijanie 10%, wyznawcy hinduizmu 6% oraz innych wierzeń i religii 4%. Większość osób zamieszkujących kampungi to właśnie muzułmanie, którym to, co dozwolone, dyktują, obok Islamu oczywiście, kręgi społeczne. Rodzina, której model to zdecydowanie nie 2+2, a tym bardziej nie 2+1, ma ogromne znaczenie w życiu większości Malajów. Młodzi mieszkają w domu rodzinnym najczęściej do momentu zawarcia małżeństwa, a wokół nich mieszkają wszyscy wujkowie, ciocie i kuzyni. Wszyscy wierzą w to samo – że kobieta musi pozostać dziewicą do ślubu. Nie może być inaczej.

A co jeśli jednak czasem jest? Co jeśli młoda, niezamężna dziewczyna zajdzie w ciążę? Czy może liczyć na wsparcie swojej rodziny? Całej rodziny, liczącej kilkadziesiąt osób? Pewnie będzie ciężko. Nawet jeśli pojedyncze jednostki będą gotowe postawić się w jej sytuacji i będą starały się ją zrozumieć, nie zrobią tego wszyscy w rodzinie. A nawet jeśli jednak zrobią, nie zrobią tego wszyscy mieszkańcy kampungu. 

Nie, nie ukamienują jej. Ale nie będzie już miała szansy na normalne życie i normalne stosunki ze swoją rodziną. To piętno z nią pozostanie. Widząc przed sobą taką przyszłość, część z nich na pewno pomyśli o pozbyciu się dziecka. Ale ponieważ legalna aborcja odpada (nie można by było podciągnąć jej nawet pod argument ze zdrowiem psychicznym, bo… możliwości przeprowadzenia aborcji, o których pisałam wyżej, dostępne są tylko dla zamężnych kobiet!), trzeba spróbować nielegalnych, często niebezpiecznych sposobów albo poczekać na urodzenie się dziecka i pozbycie się go dopiero wtedy.

To brzmi strasznie, ale tak właśnie jest. 

Na terenie Malezji działają prywatne kliniki, w których można dokonać aborcji i część kobiet to robi. Ale po pierwsze, trzeba o nich wiedzieć i trzeba mieć jak się do nich dostać (przecież ojciec nie zawiezie córki do miasta oddalonego o kilkaset kilometrów, nie pytając o powód), po drugie, trzeba mieć pieniądze, żeby za tę aborcję zapłacić. Młode, niezamężne dziewczyny z ubogich rodzin często o takiej klinice nie wiedzą, nie mają jak się tam dostać albo nie mają jak za taki zabieg zapłacić. To oznacza, że nie mają szans na bezpieczną aborcję. 

No dobrze, ale co z mężatkami, które dostęp do aborcji, w niektórych wypadkach, podobno mają? Na pewno są w trochę lepszej sytuacji, ale nadal w niełatwej. Muzułmanki nadal narażone są na bycie napiętnowanymi za swój czyn (lub chociażby rozważanie go!). Dodatkowo, żeby wykonać aborcję, muszą dostarczyć pisemną zgodę nie tylko swoją, ale również swojego męża. Nie-Muzułmanki mają trochę łatwiej, bo wystarczy, by dostarczyły tylko swoją zgodę. Jednak bez względu na wyznanie, wszystkie muszą liczyć się z tym samym – z długim i żmudnym procesem, który musiałyby przejść, aby uzyskać zgodę na aborcję, naznaczonym oceniającą postawą lekarzy i reszty zaangażowanego personelu medycznego. Według artykułów, do których dotarłam, środowisko lekarskie jest zdecydowanie przeciwne przeprowadzaniu aborcji. A skoro ostateczna decyzja należy do lekarza, można się domyślać, jak ona najczęściej brzmi…

Podsumowując, aborcja w szpitalach państwowych jest legalna, ale tylko dla kobiet zamężnych, a i dla nich jest bardzo trudno dostępna. Aborcja jest tematem tabu, kobiety i dziewczyny mają bardzo utrudniony dostęp do zdobycia jakichkolwiek informacji na jej temat. Aborcja w prywatnych klinikach jest dostępna i jej przeprowadzenie jest legalne. Zabieg jednak jest stosunkowo drogi, a informacje o takiej możliwości nie są powszechnie znane, w związku z czym nadal jest to rozwiązanie dla niewielu.

Do napisania tego wpisu zainspirowały mnie protesty przeciwko wyrokowi TK w sprawie aborcji w Polsce. Popieram! Jarek, do widzenia!

Żródła:

https://bmcpublichealth.biomedcentral.com/articles/10.1186/1471-2458-12-743

https://theaseanpost.com/article/southeast-asias-baby-dumping-problem

https://www.malaymail.com/news/what-you-think/2020/07/20/baby-dumping-in-malaysia-strategies-to-address-a-social-illness-reproductiv/1886368

https://www.nst.com.my/opinion/letters/2020/08/616408/adopt-proven-approach-stop-baby-dumping

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s