Czy warto wybrać się na wyspy Perhentian

dnia

Malezja nie jest pierwszym wyborem tych, którzy chcą spędzić urlop na azjatyckich wyspach z białym piaskiem i przejrzystą wodą. Nie kojarzy się z relaksem w tropikach (chyba że mówimy o Borneo). Może to i dobrze, bo dzięki temu pozostaje bardziej dzika niż sąsiednia Tajlandia czy indonezyjskie Bali. Mimo wszystko trzeba przyznać, że Malezja naprawdę ma dużo do zaoferowania!

O jednej z wysp leżącej po wschodniej stronie kontynentalnej części Malezji już pisałam i jeszcze będę pisała, bo naprawdę warto. Mowa o wyspie Tioman, która idealnie nadaje się na wypad na przedłużony weekend z Kuala Lumpur lub Singapuru. Teraz jednak o trochę mniej dostępnych wyspach – Perhentian Islands.

obrazek JPEG-27CDD3692416-1

Wyspy Perhentian również leżą po wschodniej stronie Malezji (stąd przejrzysta woda, którą możemy tam znaleźć, a która raczej nie występuje po zachodniej stronie Malezji, w Cieśninie Malakka). Usytuowane są jednak na północy kraju, stosunkowo daleko od stolicy, Singapuru czy nawet pobliskich lotnisk. To sprawia, że są mniej odkryte i rzadziej uczęszczane przez turystów niż wspomniany Tioman. Nam też zajęło dosyć długo, by znaleźć odpowieni czas na ich odwiedzenie.

O tym, jak się tam dostać i kiedy wybrać piszę na końcu postu. A teraz – dlaczego w ogóle warto je odwiedzić?

obrazek JPEG-739BC19C996C-1

Wyspy, wyspy, wyspy. Piasek, woda, leżenie, pływanie. Snorkeling. Ładne widoki. Dżungla w tle. Czy to się nie nudzi? Właśnie nie! A to dlatego, że każda wyspa ma do zaoferowania coś innego. Czegoś jej brakuje, ale w zamian zaskakuje w zupełnie inny sposób niż wszystkie inne odwiedzone dotychczas. Nagle wyciąga jakiegoś asa z rękawa, któremu nie sposób się oprzeć i który sprawia, że pobyt na niej pozostaje niezapomniany i nie myli się z pobytami na innych wyspach.

Co takiego mają do zaoferowania Perhentian? 

Wystarczy wziąć maskę z rurką, wejść do wody i przepłynąć parę metrów, by się dowiedzieć. Pomyślicie pewnie, że chodzi o piękną rafę i kolorowe rybki. Nie do końca – rafa jest w większości zniszczona, chociaż ilość ryb nadal jest zadowalająca. Ale jest coś jeszcze – ogromne żółwie. Ja wiedziałam, że powinnam się ich spodziewać, a mimo wszystko, gdy zobaczyłam pierwszego, który powoli płynął przede mną, to serce zabiło mi mocniej. Nie wyobrażam sobie co by było, gdybym wcześniej nie przeczytała, że występują tam takie wielkie okazy. Pływanie za żółwiem jest niesamowitym przeżyciem. Zwłaszcza, gdy zdajesz sobie sprawę, że jesteś w jego naturalnym środowisku a nie zamkniętym basenie przygotowanym specjalnie dla turystów.

obrazek JPEG-E49E19220F8D-1
To zdjęcie powinno być lepszej jakości. Ale nie jest. I tak dobrze, że je mam, bo swoim strachem przed rekinami byłam tak zaaferowana, że na filmie, który kręciłam, w ogóle ich nie widać.

Podobnie jest z baby sharkami (przez popularną ostatnio piosenkę dla dzieci, nie mogę znaleźć polskiej nazwy dla tych rekinów, ktoś pomoże?). Mimo, że czytałam, że występują w okolicy plaż przy Perhentian i upewniałam się kilkukrotnie, że są absolutnie niegroźne dla człowieka, gdy wypłynęłam dosłownie kilka metrów od plaży i zobaczyłam trzy małe rekiny krążące wśród innych ryb tuż przede mną, zamarłam. I, inaczej niż w przypadku żółwia, dyskomfort oraz niewielki lęk nie minął mi wraz z czasem spędzonym na ich obserwacji. Niesamowite jak wiele strachu może napędzić człowiekowi mała płetwa na grzbiecie oraz głupie filmy w telewizji! Niemniej, zdecydowanie polecam takie przeżycie.

Oprócz tych zatrważających atrakcji, Perhentian oferują spokój, plaże z białym piaskiem i czystą wodę. Oraz, co się rzadko zdarza na malezyjskich wyspach, naprawdę dobre jedzenie! Takie przynajmniej było w miejscu, w którym my się zatrzymaliśmy, a do którego link również wrzucam poniżej.

obrazek JPEG-94C43909B5FA-1

Wybierajcie Perhentians! Tylko z głową, szacunkiem dla środowiska, mieszkańców wysp i ich kultury. 

Kiedy jechać:

  • Jeśli zależy Wam na idealnej pogodzie – od marca do października
  • Jeśli nie przeszkadza Wam trochę deszczu – marzec/październik (wtedy kończy się/zaczyna pora deszczowa, ale jest zdecydowaniej mniej turystów)

Jak się dostać:

  • Na Perhentians płynie się z Kuala Besut. Warto zarezerować bilet wcześniej (np tutaj)
  • Do Kuala Besut można dostać się na trzy sposoby:
  1. samochodem (6h z KL bez korków, 10h w korkach – niestety przetestowane)
  2. nocnym autobusem (malezyjskie nocne autobusy są super wygodnym środkiem transposrtu, najlepszą alternatywą dla lotów)
  3. samolotem (najbliższe lotnisko znajduje się w Kuala Terengganu lub Kota Bharu; stamtąd musimy wziąć taksówkę do Kuala Besut, która będzie nas wiozła odpowiednio 1.5h lub 1h)

Gdzie spać:

Przy wyborze miejsca miejcie na uwadze, że są to dwie wyspy – duża i mała. W większości ośrodków można jednak korzystać z wodnych taksówek, które dowiozą Was do każdego turystycznego miejsca must-see i nie-do-końca-must-see na obydwu wyspach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s