Pierwszy miesiąc w malezyjskim żłobku

dnia

Nie wyobrażałam sobie zostawienia malucha z kimś obcym. Jeszcze tutaj, na drugim końcu świata. Tak jakby koniec świata miał w tym wypadku jakieś znaczenie.

Wiedziałam, że kiedyś nadejdzie moment powrotu do pracy, ale on był zawsze odległy, postać niani lekko zamazana, wszystko przesłanięte przez motto życiowe Piotrka: będzie dobrze.

W końcu stało się: młody skończył rok, mnie zaczęła coraz bardziej przytłaczać całodniowa opieka nad Kubą, brak możliwości robienia tylu rzeczy, które lubię stawał się nie do zniesienia. Po wielu wieczornych dyskusjach i sporej ilości wypłakanych przeze mnie łez, gdy nie dawałam już rady, podjęliśmy decyzję, że wysyłamy Kubę do żłobka.

IMG_1907

Wcześniej nie rozważaliśmy takiej opcji, w grę wchodziła tylko niania, właściwie nie wiem dlaczego. Tutaj najpopularniejszą opcją opieki nad dziećmi jest zatrudnienie niani i pomocy domowej w jednym, która oprócz pomocy przy dzieciach sprząta, gotuje, prasuje czy robi zakupy, w zależności od umowy. Tylko że taka niania mieszka razem z Wami. Jest to najczęściej Filipinka lub Tajka, której załatwia się wizę, ponosi wszystkie koszty związane z jej przylotem do Malezji, opłaca ubezpieczenie, mieszkanie, wyżywienie, płaci pensję. Dla mnie opcja posiadania opieki nad Kubą i dodatkowo pomocy przy sprzątaniu byłaby wymarzonym połączeniem, ale Piotrek nie był w stanie wyobrazić sobie mieszkania z kimś obcym. I chyba rzeczywiście obydwoje jesteśmy zbyt wielkimi miłośnikami samodzielności i niezależności, żeby być w stanie podzielić się swoją przestrzenią z kimś trzecim.

IMG_1906

Na żłobek natknęłam się podczas spaceru po mini galerii handlowej, którą mamy kilka minut spacerem od domu. Porozmawiałam z opiekunkami, pokazały mi jak wygląda wnętrze, kazały przyprowadzić też męża, przesłały do wglądu plan dnia i jadłospis. Miałam niewiele uwag, byłam pewna, że Kuba będzie równie zachwycony jak ja. Naprawdę! Koleżanka powiedziała, że nawet jeśli, to żebym nastawiła się na płacz, bo raczej bez tego się nie obędzie. Wydawało mi się, że to rozumiem i jestem gotowa. Nie byłam.

Pierwsze dwa, trzy tygodnie były straszne. Dla mnie, ale przypuszczam, że dla Kuby też, przynajmniej ten pierwszy. Na początku zostawiałam go tylko na trzy-cztery godziny. Płakał, mało spał. Ja płakałam, miałam okropne wyrzuty sumienia a jednocześnie wiedziałam, że jeśli zrezygnuję z tego pomysłu i dalej będę siedziała z nim w domu, będę płakać jeszcze więcej. Nie byłam w stanie go zaprowadzać do przedszkola, takie rozstanie rozwalało mnie na godzinę, dwie, jeden cały dzień przesiedziałam nad bułką i kawą czekając, aż będę mogła go odebrać. Zaczął go zaprowadzać Piotrek, ja zaczęłam od razu po ich wyjściu siadać komputera i zajmować głowę pracą. Z przedszkola zaczęły przychodzić coraz lepsze wiadomości: mniej płakał, więcej jadł, zasypiał i budził się bez płaczu, podobno zaczął wyglądać na bardziej zrelaksowanego. Od tygodnia nie płacze jak Piotrek oddaje go rano jednej z opiekunek. Po południu wychodzi do mnie uśmiechnięty.

IMG_1908

Nie wiem, jak stres mu zafundowałam, nie wiem, jak to na niego wpłynie na dłuższą metę (jeśli w ogóle). Zastanawiam się nad tym, ale wszyscy mówią, żebym przestała, że to już się stało i się nie odstanie. Zamęczam się.

Ale wszystko wskazuje na to, że on już czuje się bezpieczny i lubi tam być. Może to jest czas, żebym i ja się ogarnęła i zrelaksowała. Bycie mamą jest dla mnie takie trudne!

 

Co do samego żłobka, to dobrze trafiliśmy. Kuba ma pięcioosobową grupę, do której przypisane są dwie opiekunki. Już w tym wieku ma zajęcia inspirowane metodami Montessori, nie wiem, czy dla takiego malucha to ma znaczenie, ale pewnie z wiekiem będzie miało co raz większe. Starsze maluchy codziennie mają powitanie w innym języku: angielskim, malajskim, mandaryńskim oraz rodzimym (znowu – nie wiem, czy to ma znaczenie dla dzieci, ale brzmi fajnie!). Przed wysłaniem Kuby do żłobka uzupełnialiśmy kwestionariusz, w którym podawaliśmy swoją rasę i religię. Wydaje mi się, że większość opiekunek, to muzułmanki, ale nawet nie jestem pewna, chyba nie przywiązywałam do tego wagi, jak byłam oprowadzana po przedszkolu. Na pewno nasza ulubiona, która codziennie zabiera i przyprowadza Kubę, jest muzułmanką. Ale właściwie to nie wiem, dlaczego o tym piszę, bo to nie ma przecież znaczenia. Może dlatego, że myślę, że czytając to w Polsce można być ciekawym? Dzieci są różnych ras i przypuszczam, że również różnych religii.

2b6bd628-f7a9-4c3b-956e-a31bf639a7a3

Z ciekawostek – zostaliśmy również wyposażeni w specjalną aplikację, w której każde przyjście i wyjście dziecka ze żłobka jest odnotywywane wraz z temperaturą, jaką maluch wtedy ma. Prawie codziennie pojawia się tam też kilka zdjęć z zajęć, w których dzieci biorą udział. Takie mamy teraz czasy, ale ja nie narzekam:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s