Lombok skradł moje serce

dnia

Wiecie co to jest Lombok? Ja też nie wiedziałam, a to podobno mekka surferów i Bali sprzed kilkudziesięciu lat. Jeśli wybieracie się na Bali, to chciałabym Wam poradzić, żebyście zmienili destynację na Lombok, ale nie mogę, bo nie byłam na Bali, a na Lomboku tylko trzy dni. Ale z wielką chęcią wróciłabym tam na znacznie dłuższy pobyt.

Co mnie tak urzekło? To nie jest łatwe pytanie. Na to, że mieliśmy tam fantastyczny pobyt złożyło się kilka czynników:

 

przyjemna pogoda

IMG_0014

Dzień przed wylotem sprawdziłam, czego możemy się spodziewać na miejscu i okazało się, że wcześniej zostałam oszukana przez jakiś blog i pora deszczowa na Lomboku wcale się nie skończyła, będzie trwała jeszcze przez miesiąc. Google pokazało mi, że na następne trzy dni zapowiadają burze, a szansa na deszcz wynosi 90%. Naprawdę zastanawialiśmy się, czy nie olać naszych biletów i nie zrezygnować z wyjazdu. Na szczęście nie zrealizowaliśmy tego głupiego pomysłu – krótki, intensywny deszcz złapał nas tylko dwa razy, obydwa akurat byliśmy w samochodzie. Z naszych dotychczasowych doświadczeń wynika, że nie zawsze trzeba się bać pory deszczowej, chociaż ma ona swoje minusy – to prawda, że do niektórych miejsc nie można się wtedy dostać, bo drogi stają się nieprzejezdne, dlatego też im bardziej dzikie miejsce, tym bardziej pora ma znaczenie.

Niewątpliwym plusem było jednak rześkie, przyjmne powietrze, zwłaszcza przed południem. Całe długie, leniwe śniadanie mogliśmy przesiedzieć z widokiem na wodę, pijąc gorącą herbatę i w ogóle się nie pocąc… Chociażby dlatego warto było tam pojechać!

 

mało ludzi

obrazek JPEG-10E3CA190438-1

Nie lubię zatłoczonych miejsc, nie lubię dużej ilości ludzi na niewielkiej przestrzeni, a nawet sporej ilości ludzi na sporej przestrzeni. Piotrek również za tym nie przepada, dlatego zawsze staramy się omijać sezon na zwiedzanie czy wypoczywanie i wybierać regiony, które w danym momencie nie stanowią ciekawej opcji dla większości ludzi. Pod tym względem Lombok był idealnym wyborem, a do tego jeszcze trafiliśmy na ośrodek położony niewiadomo gdzie, więc mieliśmy całkowity spokój (oprócz kilku niemieckojęzycznych młodych osób przy śniadaniu, ale oni również delektowali się ciszą okolicy, więc w niczym nam nie przeszkadzali).

Myślę, że to także urok Lomboku, że ciągle można znaleźć piękne miejsca, na których nie będziemy zmuszeni dzielić się swoją strefą komfortu z innymi. Pewnie inaczej jest na Gili Air, Gili Meno i Gili Trawangan – trzech wysepkach położonych na północy, z plaż których słynie Lombok. Jednak z powodów opisanych wyżej, nie byliśmy zainteresowani tamtym rejonem wyspy.

przygoda

IMG_2102

Z naszej trójki tylko Piotrek miał szansę tego doświadczyć (Kuba był u niego na rękach, ja na wodzie, więc nie mogliśmy nic poczuć), ale sam fakt, że to się wydarzyło sprawił, że dla mnie również nasz pobyt na Lomboku był niepowtarzalny (bo jednak wolałabym, żeby to się już nie powtórzyło). A było tak, że podczas gdy ja niczego nieświadoma próbowałam swoich sił na surfingu, pod Piotrkiem trzy razy zatrzęsła się ziemia. Tak, przeżyliśmy małe trzęsienie ziemi, na szczęscie małe – były to tylko 3 stopnie w skali Richtera, ale Piotrek powiedział, że i tak było to niesamowite uczucie. Jak zeszłam z wody i się o tym dowiedziałam, to oczywiście spanikowałam. On mnie uspakajał, że takie trzęsienia mają tutaj codziennie, ale jak wróciliśmy do Malezji, to dowiedzieliśmy się, że jednak kilka osób zginęło. Nie sądzę, żeby codziennie kilka osób ginęło na Lomboku z powodu trzęsienia ziemi.

Często czuję się tutaj jak w domu, ale czasami coś mi przypomina, że jednak do domu jest bardzo daleko.

surfing

obrazek JPEG-5D9729B90176-1

Zawsze chciałam tego spróbować. Gdybym mieszkała w miejscu, w którym pogoda daje mi wybór, który ze sportów wodnych chcę uprawiać, to pewnie nigdy nie zaczęłabym pływać na windsurfingu. Miałam tylko jedną lekcję, ale szło mi świetnie, a to dlatego, że ja w głębi duszy jestem urodzoną surferką. Bycie surferem to stan umysłu i ja to mam, czuję to w kościach!

A do tego prawie pusta plaża, kilka innych osób uczących się pływać i ryż smażony z kalmarami z jakiejś budy, kalmary przepyszne, rozpływały się w buzi. I indonezyjskie banany, grube, słodkie, mięsiste, naprawdę – to miejsce skradło moje serce.

autentyczność

IMG_1953

To się czuje – ta wyspa ma przed sobą jeszcze długą drogę do bycia jak Bali, które znamy z reklam i katalogów biur podróży. I mi się to bardzo podoba, mam nadzieję, że szybko tej drogi nie pokona.

Ja polecam!

Zaliczyliśmy jeszcze Island Hopping i całodniowe zwiedzanie wyspy z własnym kierowcą (który też zapracował na to, żebyśmy mieli tak pozytywne wspomnienia z tego krótkiego pobytu), ale o tym jeszcze napiszę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s