Higiena, obca flora bakteryjna i zatrucia pokarmowe

dnia

Z takim małym dzieckiem będzie pani łatwiej, bo jeszcze nie chodzi, czyli nie dotyka wszystkiego wokół siebie i nie wkłada brudnych rąk do buzi – powiedziała mi przed wyjazdem lekarz medycyny podróży. Jasne.

Jednego z pierwszych wieczorów zostaliśmy zaproszeni na kolację do chińskiej knajpy znajdującej się na ulicy. Przyszliśmy, popatrzyłam na to, co tam się znajdowało i pomyślałam: „to jest ten dzień; dziś poznamy obcą florę bakteryjną a jutrzejszy dzień spędzimy w toalecie“. Ten stół, talerze, na których jedliśmy, sztućce, których używaliśmy, krzesła, garnek, wszystko zapowiadało, że rewolucja żołądkowa jest nieunikniona. Dodatkowo maluch dostał krzesełko dla dzieci, Piotrek go tam wsadził, a ten skubaniec oczywiście przyssał się do plastiku… Tylko co to za różnica, skoro wcześniej siedząc u nas na kolanach dotykał stołu i obrusu, a zaraz potem pchał ręce do buzi.

Tak, przed wyjazdem wszystkim mówiłam, że będę bardzo dbała, żeby maluch spędzał czas w czystym otoczeniu, żeby nie dotykał brudnych rzeczy, żeby nie napił się przypadkiem wody z kranu (np. podczas kąpieli). Nie mówiłam tego, żeby kogokolwiek uspokoić, ja naprawdę w to wierzyłam, co teraz wydaje mi się bardzo śmieszne.

Nawet, gdybym nie pozwalała mu dotykać niczego poza domem, sprzątała codziennie do błysku, kąpała go w butelkowanej wodzie, to co mam powiedzieć ludziom, którzy notorycznie go zaczepiają, macają po dłoniach i biorą na ręcę? Nie dotykajcie, bo go czymś zarazicie?

Kuba dotyka różnych rzeczy i wkłada ręce do buzi. Staram się mu je czyścić, ale nie robię tego za każdym razem. Dotyka stołów i krzeseł w restauracjach, tapicerki, klamki i obicia foteli w taksówkach, brzegu basenu, oparcia leżaków, moich dłoni, gdy jesteśmy poza domem i niekoniecznie są czyste. Nie widzę innego wyjścia oprócz przesadzonego pilnowania go i nie pozwalania na nic, co właściwie nie jest dla mnie żadnym rozwiązaniem.

A my? Na tej samej kolacji w chińskiej knajpie usłyszałam, że to nie Afryka, gdzie jest inna flora bakteryjna, że Malezja to cywilizowany kraj i nic nam nie będzie. Oczywiście, że cywilizowany, ale przecież to nie ma nic do rzeczy. Byłam pewna, że to ja mam rację i przyjazd tutaj odchorujemy. Nic takiego się jednak nie stało. Ani po tamtej kolacji, ani przez kolejne dwa miesiące (tyle tu jesteśmy). Jedliśmy w bardzo różnych miejscach, niekoniecznie w pełni dbając o higienę i na razie nie mieliśmy żadnych problemów z żołądkiem. Pewnie, mogą się jeszcze zdarzyć, ale moim zdaniem prawdopodobieństwo jest takie samo jak w Polsce.

(Może stąd w kuchni pełna siata leków na biegunkę i różnych probiotyków po poprzednich lokatorach – po prostu ich nie potrzebowali!)

2 komentarze Dodaj własny

  1. tosiunio pisze:

    Dobre geny dostał po rodzicach bo wujek w każdym kraju przechodzi przez takie rewolucje w żołądku że hej, ale największe rewolucje miałem po powrocie do Polski. Pozdrawiam super poczytać jak sobie żyjecie 😉

    Polubienie

    1. Ola pisze:

      Może Ameryka Środkowa i Południowa pokonałaby również nas, trzeba będzie to kiedyś sprawdzić 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s