Thaipusam

dnia

Thaipusam do hinduskie święto. Obchodzi się je w styczniu i wtedy też uczestniczyliśmy w tej barwnej uroczystości. Ponieważ w styczniu blog nie był jeszcze gotowy, dopiero dzisiaj możecie przeczytać o naszych wrażeniach (po szczegółowy opis, co, jak i dlaczego, polecam zerknąć na tutaj).

Ja, jak to ja, bardzo chciałam pójść i wszystko zobaczyć na własne oczy. Piotrek wolał przedłużyć sobie weekend o jeden dzień i wyskoczyć gdzieś poza Malezję, ale przekonałam go, że to może być jedyna nasza szansa, by w czymś takim uczestniczyć. A może wcale nie przekonałam, tylko odpuścił dla świętego spokoju…

W każdym razie decyzja została podjęta, więc ja dzień przed zaczęłam czytać, czego możemy się spodziewać. No i wyczytałam, że rok temu w wydarzeniu wzięło udział 1,5 miliona ludzi, że na tyle osób zostały zapewnione tylko dwa miejsca z toaletami, że ludzie, a w szczególności rodziny z dziećmi, mdlały z wycieńczenia i odwodnienia, że trzeba się strzec osób będących w transie i pod wpływem środków odurzających, że można zostać zgniecionym, przygniecionym, ściśniętym… Dzięki temu noc spędziłam na zastanawianiu się, czy ja na pewno jestem normalną matką, skoro chcę tam zabrać półroczne dziecko.

Na szczęście taka myśl zaświtała mi w głowie nie pierwszy raz (towarzyszyła mi między innymi dzień w dzień przez parę miesięcy przed przylotem do Malezji), potrafiłam więc się jej nie poddać. No, może się jej poddałam, ale potem i tak zrobiłam swoje.

Jak dojeżdżaliśmy na miejsce miałam jeszcze trochę obaw, jak wysiedliśmy z taksówki i podszedł do nas policjant, żeby powiedzieć nam, że to niebezpieczne wybierać się tam z małym dzieckiem, również. Ale jak wytłumaczyliśmy mu, że nie wybieramy się do świątyni, chcemy tylko z dołu popatrzeć na całe wydarzenie, a on kiwnął głową, że rozumie, to powoli przestawałam się martwić.

Rzeczywiście, nie było sensu się denerwować. Półtora miliona ludzi przewija się przez to święto, ale nie na raz, niebezpieczeństwo zgniecenia istnieje, ale raczej podczas wchodzenia po schodach do świątyni, co my odpuściliśmy, ludzi w transie da się wypatrzeć i nie wchodzić im w drogę, wodę butelkowaną rozdają w wielu miejscach a półroczne dziecko nie potrzebuje toalety.

To, co zobaczyliśmy, było piękne, bo kolorowe. Ludzie byli ubrani w typowe indyjskie stroje, często też mieli mnóstwo dodatkowych ozdób, a wszystko w przeróżnych, ale zawsze żywych barwach. Było ich bardzo dużo, a stojąc jedni przy drugich tworzyli wielobarwny tłum, poruszający się w stronę schodów prowadzących do świątyni. Niektóre z tych osób niosły na swoich barkach dary, ci też najczęściej dokonywali samookaleczenia (nie na naszych oczach, więc w sumie nie wiem, czy było to samookaleczenie, ale na pewno na własne życzenie). Mieli poprzebijane wargi, wbite w plecy haki, na których wisiały różne przedmioty, obciążenia na kostkach, no i to, co nieśli na swoich barkach, na pewno ważyło niemało. Takim osobom towarzyszyło kilka innych, które wprowadzały je w trans (uderzaniem w bębny, wydawaniem rytmicznych okrzyków) oraz asekurowały, żeby z powodu założonego ciężaru nie doszło do wywrotki czy opadnięcia z sił. Mogłabym patrzeć na to cały dzień.

Zupełnie inaczej niż Piotrek, bo on dostrzegał również cały syf i bród, który temu towarzyszył, czuł smród potu, który jakimś cudem ominął moje nozdrza. To prawda, wszędzie walały się śmieci. A wśród tych śmieci ludzie mieli rozłożone maty, na których odpoczywali całymi rodzinami, łapiąc trochę cienia. W końcu taki brud jednodniowy, nie zastany, to nic złego. Nic się jeszcze nie zdążyło w nim zalęgnąć, wyhodować, nie ma się czego bać. I nie mówię tego z ironią.

Cieszę się, że to wszystko zobaczyliśmy. To taka trochę nasza droga krzyżowa, tylko u nas w kościele jest smutno, nie ma na co patrzeć, a robienie zdjęć spotkałoby się z naganą w postaci krzywego spojrzenia spod beretu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s