Chiński Nowy Rok

dnia

Nie potrafię powiedzieć, od kiedy trwają przygotowanie do Nowego Roku. Jak przyjechaliśmy do KL na początku stycznia, to w wielu miejscach już wisiały dekoracje. Z każdym dniem było ich po prostu więcej.

– Te lampiony są ładne.

– Naprawdę? Nie uważasz, że są tandetne?

– Jak wiszą w sklepie i czekają, aż ktoś je kupi, to tak. Jak służą za ozdobę ulicy, to już nie.

Mimo, że Chińczycy stanowią tylko część społeczeństwa Malezji, chińskie ozdoby można znaleźć prawie wszędzie – w mallach, szpitalach, na terenach prywatnych apartamentowców. To, że przyozdobione są chińskie sklepy i restauracje, uważam za oczywiste.

W marketach ustawione zostały specjalne stoiska, na których można kupić przeróżne słodycze i, obowiązkowo, mandarynki. Czytałam, że jedną z tradycji obchodzonych podczas noworocznych spotkań, jest wzajemne obdarowywanie się podarunkami, w tym właśnie koszami pełnymi słodkości i owoców. Mandarynki opakowane w specjalne woreczki z chińskimi napisami i czerwoną wstążką dostaliśmy nawet przy okazji zakupu biletów na rejs turystyczną łódką.

Mimo ogromu przygotowań, które mogłyby zwiastować zbliżające się wielkie świętowanie, w Malezji nie odbywają się żadne oficjalne uroczystości z okazji Nowego Roku.

W nocy z 5 na 6 lutego byliśmy świadkami kilkukrotnego puszczania fajerwerków (z naszego apartamentu znajdującego się na 17. piętrze oglądaliśmy je z góry!) oraz okropnego dudnienia. Okropnego, bo bałam się, że obudzi małego, a jego sen to cenna sprawa. Okazało się, że dudnienie to było uderzaniem w gongi, które towarzyszą tańcu smoka. Smok tańczy, by danemu miejscu zapewnić pomyślność w nadchodzącym roku. Byliśmy świadkami takiego tańca w Malace przed tamtejszym Hard Rock Cafe – pomimo, że raczej nie było to spektakularne wydarzenie i tak robiło wrażenie. Smok, tj. dwóch mężczyzn przebranych za jednego smoka, skakało po drewnianych palach w rytm uderzeń w bębny. Panowie z pewnością byli akrobatami, nie wyobrażam sobie skakać po tych palach sama, a co dopiero z drugą osobą i w przebraniu smoka. Niestety zrobiłam tylko jedno zdjęcia, ale za to z pełną otoczką – zainteresowanymi ludźmi wokoło i przyczepą, którą na pokaz przybył smok.

Będąc w Malace, zajrzeliśmy też do chińskiej świątyni. Zastaliśmy tam tłum modlących się ludzi – palili kadzidła oraz składali dary. Wszędzie pachniały te pierwsze i stały stosy tych drugich (np. worki z ryżem, butelki z olejem i oczywiście mandarynki). Małe mandarynki (lub limonki) z czerwoną wstążka zawiesza się też na drzewkach – na początku myślałam, że ludzie je zdejmują, by zjeść i też nabrałam ochoty, na szczęście w porę dostrzegłam, co jest grane.

To, co mi się podobało, to brak podniosłego nastroju tego święta. Nawet w świątyni można było czuć się swobodnie, zupełnie nikt nie zwracał na nas uwagi (to akurat miła odmiana od codzienności, kiedy to Kubson przyciąga wszystkie spojrzenia i prowokuje zaczepki).

Dla mnie to święto, to taka ciekawostka, trochę zabawa, ale ludzie naprawdę życzyli nam szczęśliwego nowego roku. Spróbujcie złożyć sobie życzenia noworoczne przy plus 35 stopniach Celsjusza. Nie brzmi to poważnie.

Poniżej wrzucam trochę zdjęć. Myślę sobie, że te lampiony wiszą od czasu naszego przyjazdu, dla mnie stanowią obowiązkowy element tego krajobrazu i będzie trochę smutno, gdy znikną.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s