Malakka

dnia

Jakbyście się czuli, gdyby w środku lata, a tak naprawdę na początku lutego, ludzie w sklepach i na ulicy życzyli wam szczęśliwego nowego roku? Ja się czułam dziwnie. Ale fakty, to fakty – rozpoczął się Rok Świni.

My, korzystając z dnia wolnego przy okazji chińskiego święta, wybraliśmy się do Malakki. Zainteresowanych historią odsyłam do poprzedniego postu. Tutaj skupię się na moich/naszych odczuciach i subiektywnych uwagach.

Po pierwsze, widać, że jest to atrakcja turystyczna. Wszędzie było bardzo dużo ludzi, być może z powodu odbywającego się święta, chociaż według teorii Piotrka w zwykły dzień tłum byłby jeszcze większy. Rzeczywiście, większość chińskich knajpek, restauracji i sklepików była zamknięta, na pewno część mieszkańców wyjechała z miasta, by spotkać się z rodziną (chociaż niektórych widać było za zamkniętymi kratami, jak leniwie jedli, rozmawiali lub oglądali telewizję).

My udaliśmy się na obchód miejsc polecanych w przewodnikach – zobaczyliśmy plac holenderski z kościołem i reprodukcją dawnego ratusza miejskiego, przeszliśmy najbardziej popularną ulicą w Chinatown – Jonker Street, odwiedziliśmy muzeum morskie znajdujące się na replice portugalskiego statku, który zatonął u wybrzeży Malakki lata temu oraz wybraliśmy się na rejs po rzece, by podziwiać barwne malunki na przybrzeżnych budynkach. Jednym słowem zafundowaliśmy sobie bardzo typowe zwiedzanie, tylko że w upale i z maluchem w nosidle.

To, co moim zdaniem było warte zobaczenia, zwiedziliśmy następnego dnia, a był to meczet – Melaka Straits Mosque. Położony jest nad samą wodą, więc podobno gdy przychodzi przypływ wygląda tak, jakby unosił się na wodzie. Jest duży i robi wrażenie – przynajmniej z zewnątrz. Żeby go obejrzeć, musieliśmy założyć odpowiednie ubrania, które były do wypożyczenia na zewnątrz. Gdy wchodziliśmy, dorwałam ostatni hidżab. Gdy wychodziliśmy, przed wejściem stał mały tłum krzyczących pań, które wołały: „madam, madam, can I?“ („proszę pani, proszę pani, mogę?“). Okazało się, że hidżaby się skończyły a przekrzykiwanie się w stronę wychodzących kobiet, które będą zdawały swoje, okazało się być lepszym pomysłem niż potulne ustawienie się w kolejce. Ja na swój miałam trzy chętne panie. Musiałam je poprosić, żeby poczekały, aż pójdę go zdjąć, gdyż gotowe były rozebrać mnie na miejscu.

Dwa spostrzeżenia – hidżab jest bardzo twarzowy (chociaż jak patrzę na nomenklaturę, to chyba jednak była al-amira), ale zarówno on, jak i suknia, którą dostałam, były uszyte ze sztucznych materiałów, zupełnie nieoddychających, nie wiem, jak można wytrzymać w tym podczas upałów. Piotrek popiera moje obydwa spostrzeżenia.

Na koniec wycieczki zafundowaliśmy sobie wjazd na 43. piętro jednego z wieżowców, by z tarasu widokowego powidziać panoramę miasta. Wrzucam zdjęcie, sami oceńcie, czy jest to coś, co zapiera dech w piersiach.

Czy polecilibyśmy komuś zwiedzanie Malakki? To zależy – tym, którzy przyjeżdżają do Malezji na krótko, nie mieszkają tu, zdecydowanie nie. Ale jeśli ktoś i tak jest na miejscu i szuka czegoś do zrobienia na weekend, to pewnie, czemu nie.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s