Pierwsza konfrontacja wyobrażeń z rzeczywistością

dnia

Minął pierwszy tydzień. Tak szczerze, to już czuję się tutaj bardzo dobrze. Bez wahania na wszystkie pytania: jak się czujesz/jak sobie radzisz/jak Ci tam? mogę odpowiadać: dobrze! Jest naprawdę fajnie.

Przed wyjazdem bałam się dwóch rzeczy – chmar komarów, z których każdy jeden przenosi dengę oraz faktu, że mimo iż nieoficjalnie, to jednak jest to kraj muzułmański. Najpierw zajmę się komarami, bo łatwiej – owszem są, ale nie w ilościach masowych (u nas na „osiedlu” nie widziałam jeszcze żadnego) i oczywiście nie wszystkie przenoszą dengę (czego nie dowiedziałam się na miejscu, ale dopiero tutaj powoli, powoli to do mnie dociera). Dużo osób zapewniło mnie, że pogryzieni będziemy nie raz i nie należy wtedy panikować, tylko bacznie obserwować, czy nie występują niepokojące objawy (podobne do naszej grypy). Piotrka oczywiście już ugryzł komar, w dzień, w budynku i jestem pewna, że to był jeden jedyny komar w okolicy i wybrał właśnie jego, bo zawsze wybierają jego. Taki smaczny kąsek.

Drugą obawą było mieszkanie w kraju, w którym nie oficjalną, ale jednak dominującą religią jest islam. Obawiałam się tego, że nieodpowiednio się ubiorę (długi rękaw, długie spodnie/spódnica, brak dekoltu, lekkie i przewiewne ale nie prześwitujące – wiecie, jak ciężko znaleźć takie ubrania w Polsce? Ja nie zdawałam sobie sprawy). Bałam się, że wejdę tam, gdzie nie wolno, zrobię coś nieodpowiedniego, obrażę ich lub ich religię. No i przede wszystkim nie wyobrażałam sobie, jak to będzie nie móc karmić piersią w miejscach publicznych. Co się okazało? To, co zazwyczaj, że bałam się niepotrzebnie. Owszem, muzułmanki zakrywają głowy chustą, ale nie chodzą w burkach (chociaż można spotkać Arabki w pełni zakryte), Hinduski chodzą w długich ubraniach, ale już Chinki chodzą ubrane przeróżnie, także w króciutkich spodenkach, bluzkach na ramiączkach a na naszym osiedlu tylko w sportowych topach. Mnie, jako przyjezdną, nie ograniczają żadne tutejsze prawa, a skoro nie ogranicza mnie również moja religia ani morale, mogę się ubierać, jak chcę. Uważam jednak, że nic mi się nie stanie, jak się dopasuję i nie będę nadmiernie wzbudzać zainteresowania, chodzę więc raczej zakryta, czuję się bezpiecznie i jest mi gorąco. Pocieszam się, że nawet nago byłoby mi gorąco, zresztą wczoraj usłyszałam parafrazę polskiego „jest zima, musi być zimno”: tu jest Malezja, musi być gorąco. Cóż.

Jeśli chodzi o nieodpowiednie do miejsca bądź czasu zachowania, to jeszcze nie miałam okazji nic przeskrobać. Acha, przed wyjazdem czytałam, że publiczne okazywanie czułości partnerowi bądź partnerce jest absolutnie zabronione. Pomyślałam, ze będzie nam ciężko o tym pamiętać, bo często chodzimy pod rękę, jak starsi ludzie lub się do siebie przytulamy i rzeczywiście już parę razy nam się to zdarzyło. Widzieliśmy jednak niejedną parę trzymająca się za ręce, więc nie wiem jak to do końca jest z tym zakazem. Zobaczymy, do tematu zakazów nałożonych przez islam oraz wynikających z tego zwyczajów na pewno wrócę nie raz.

Ostatnia sprawa – czytałam także, że w Malezji zabronione jest karmienie piersią w miejscach publicznych, co na szczęście okazało się nieprawdą. Ten temat poruszę jednak w osobnym wątku.

Po konfrontacji Moje Lęki vs Rzeczywistość te pierwsze dostają w dupę, jak zwykle. I bardzo dobrze.

img_7211

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s